Łączna liczba wyświetleń

sobota, 30 listopada 2013

Moje zdanie na temat Chodakowskiej, Mel B, Jillian

Witam was w tą leniwą sobotę (przynajmniej dla mnie) :) Wczoraj u mnie w domu była impreza - robiliśmy przyjęcie niespodziankę dla cioci, i skończyli się bawić około 5 nad ranem, a ja po pójściu do łóżka jeszcze przez dłuższy czas nie mogłam zasnąć, coraz większe te problemy ze spaniem. No i oczywiście pobudka przed ósmą... Wiecie może, co takiego jest tego powodem? A może polecacie jakieś witaminy itp? Byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedzi :) 

A teraz przechodzę do tematu dzisiejszego postu czyli moje zdanie na temat popularnych trenerek.

Zacznijmy od Mel B, z którą kilkakrotnie ćwiczyłam na początku swojej diety. No więc tak, na początku byłam zachwycona jej ćwiczeniami, powiem wam, że były dla mnie dość trudne, czasem nawet nie mogłam dokończyć niektórych ćwiczeń. Nie ćwiczyłam jej codziennie ani regularnie, ale wierzyłam że jej ćwiczenia dadzą mi jakieś efekty. Nie mogę tego stwierdzić, bo nie ćwiczyłam z nią dzień w dzień żeby zobaczyć jakieś efekty akuratnie po treningu z Mel. Wiele z was sobie to chwali, ale tak szczerze mówiąc, nie wiem czemu. Są to zwykłe ćwiczenia, wydaje mi się że właśnie dla początkujących, a widzę pełno osób które już od dłuższego czasu ćwiczą, i nadal sobie ją chwalą. Ja jak ćwiczę z nią w tej chwili, nie czuje nic. Ani razu nie miałam po niej zakwasów, nigdy nie lał się ze mnie pot, nawet na początku. Ja traktowałabym te ćwiczenia raczej jako rozgrzewkę, bo naprawdę są ćwiczenia, gdzie można się zmęczyć niesamowicie, i niektóre z nas pewnie nigdy nie zaznały takiego zmęczenia :) 

Druga "sławna" trenerka, z którą ćwiczy wiele osób, to Ewa Chodakowska. Dowiedziałam się o niej dopiero po tym jak wydała swoją pierwszą książkę, widziałam że wiele osób próbuje robić skalpel, mówi że niezły wycisk, że po regularnym ćwiczeniu widać efekty. Przez jakiś czas ćwiczyłam skalpel, na zmianę z siłownią. Na początku oczywiście trening wydawał się masakrycznie trudny, ledwo go zrobiłam. Jak to zawsze bywa, kiedy pierwszy raz robimy jakieś nowe ćwiczenia. Przy drugim, trzecim razie, nie czułam już nic. Pot się nie lał, zakwasów na drugi dzień także nie było. Jedynie przy robieniu nóg w skalpelu, czułam jak pieką nogi, takie fajne uczucie. Ale tak poza tym, to te ćwiczenia także wydają się dla początkujących, albo po prostu jako dodatek do jakiś intensywnych ćwiczeń typu siłownia, cardio, interwały. Ja po spróbowaniu kilkakrotnie, jestem na nie - uważam to jedynie za dodatek. 

No i na koniec zostawiłam Jillian, którą wypróbowałam dopiero niedawno bo zaledwie w tamtym tygodniu, i ćwiczyłam z nią tylko kilka razy, ale teraz szok: trening z nią jest super! Może nie tak intensywny jak niektóre cardio, ale można się zmęczyć. Podoba mi się, że nie robi się dzień w dzień tego samego, tylko po 10 dniach zaczyna się kolejny level i tak do 3, ale też fajne jest to, że są pomieszane ćwiczenia, i można poćwiczyć i cardio, i siłowe, i ćwiczenia na brzuch, no i pracujemy nad każdą partią ciała. Poza tym, jest włączona rozgrzewka i na koniec rozciąganie, więc dokładnie porozciągamy ciało przed i po treningu. 

Z Tiffany ćwiczyłam jedynie boczki, więc nie mogę dużo o niej powiedzieć, ale tutaj podobnie jak z Chodakowską i Mel B - jako dodatek do innych ćwiczeń.

Jeśli macie jakieś pytania, na które chciałybyście odpowiedzi, piszcie w komentarzach a ja chętnie na nie odpowiem :)

czwartek, 28 listopada 2013

Makroskładniki

Czym są makroskładniki? Nie ma tu wiele do wyjaśniania. To po prostu białko, węglowodany i tłuszcze, zawarte w produktach które spożywamy. Kulturyści i modelki fitness już opanowały liczenie makroskładników, ale od czegoś musieli zacząć. Zupełnie tak jak my w tej chwili. Co niosą ze sobą makroskładniki? Dużo ważenia, mierzenia, liczenia no i oczywiście samozaparcia, abyśmy tych makroskładników przestrzegali i byli wobec samych siebie szczerzy. 

Jak obliczyć makroskładniki? Świetnie to przedstawia Saker z Warszawskiego Koksu :)


Mity na temat niektórych produktów

Witam was serdecznie :)

Dzisiaj (jak wspomniałam w pierwszym poście) obalamy mity na temat niektórych produktow, które wiele z nas uważa za produkty zastępcze, ale czy na pewno powinnyśmy?


1.  Jogurty
Tak, wiele z nas uważa jogurty za dobre, ponieważ możemy nimi zastąpić słodkie, bo przecież niektóre mają tak mało kalorii, 0% tłuszczu, czy bez dodatku cukru... Niestety nie jest to prawda, a jedynie chwyt marketingowy, żeby osoby które dopiero zaczęły swoją przygodę z odchudzaniem, lub które nie mają pojęcia na temat makroskładników kupowały te produkty, bo skoro tak pisze to przecież musi tak być. Jeśli bliżej przyjrzymy etykietom: 

Jest to duży jogurt, więc zapewne waży dużo więcej niż 135g, a zobaczcie ile jest węglowodanów w tak "małej" porcji, w porównaniu z całym jogurtem. 22,1g węglowodanów w tym cukry 19,4g

Tu mamy kolejny jogurt, niby zwykła jogobella, a wygląda to tak: 

Dlatego nigdy nie wierzcie w to, co pisze na opakowaniu, lepiej sprawdzić co w tym jogurcie się znajduje, jakie są makroskładniki. O makroskładnikach napiszę w kolejnym poście, wytłumaczę dokładnie co to jest, gdyby niektóre osoby nie wiedziały, bo ja też dowiedziałam się dopiero nie dawno.


Przeglądałam artykuł na internecie, w którym napisano: 


“Czy dokladnie wiemy, ze wybierajac jogurt siegamy po ten wartosciowy? Niestety nie. Wiele produktow mlecznych na swoim opakowaniu moze sugerowac, ze sa bardzo dobre. Owszem w smaku moga byc wysmienite, jesli chodzi o ich sklad, daje on wiele do myslenia. Jogurt jest produktem powstalym z pasteryzowanego mleka, ktore poddano fermentacji.”

Kolejna rzecz, napisana w tym artykule to:

“Wsrod odchudzajacych sie panuje trend, ze najlepsza dieta jest glodowka I jedzenie jogurtow. Prawda jest taka, ze siegajac   po zly jogurt, dostarczamy wraz z nim wiecej weglowodanow prostych niz w zwyklym zdrowym posilku, ktore podobnie jak u dzieci przyczyniaja sie w nadmiarze do tycia. W diecie odchudzajacej nie powinny dominowac jogurty, zwlaszcza te, ktorych sklad jest nieodpowiedni. Nie poleca sie na diecie jogurtow typu light, lepiej sprawdzac etykiete I wybrac ten z najnizsza zawartoscia tluszczu I cukrow”

Coprawda, niektóre rzeczy napisane w tych artykułach nie są prawdziwe. Właściwie, bardzo trudno jest znaleźć artykuł mówiący prawdę i tylko prawdę, zwłaszcza na ten temat, bo istnieje właśnie wiele mitów w internecie, na które wiele kobiet, a nawet i mężczyzn się nabiera bo po prostu zaczynaja a od czegoś trzeba zacząć, zawsze zaczyna się bez wiedzy, i podczas tego długiego procesu, uczymy się co i jak na temat zdrowego życia :)

2.  Mleko
Wiele z nas myśli, że w naszej diecie powinno być zawarte mleko, jak i inny nabiał. Niekoniecznie jest to prawda. Owszem, można sobie pozwolić na mleko do kawy, czy zalać sobie nim owsiankę, ale to są małe porcje, na które możemy sobie pozwolić. Mleka nie powinno się spożywać przede wszystkim dlatego że w nich też są cukry proste w postaci laktozy, której wiele organizmów nie toleruje lub jest na laktozę uczulona. Jedzenie za dużo nabiału, też nie jest dobre. Dlaczego? Przeglądając internet znalazłam kilka ciekawostek. 
Na jednej ze stron, dietetyczka wypowiadała swoje zdanie na temat mleka. Powiedziała że: 
"To co mamy w sklepach, nie jest nawet mlekiem, jest to homogenizowane i sztuczne, a co za tym idzie, ten produkt nie trawi się do końca w naszym organiźmie, i większe sa z tego szkody niż korzyści. Zostało udowodnione, że mleko homogenizowane ma wiele wspólnego z wysokim cholesterolem, osteoporozą, mocnym zakwasem organizmu, zaśluzowaniem, wszelkiego rodzaju chorobami u kobiet a nawet infekcjami u dzieci." 
 
3.  Soki
W telewizji często widzimy i słyszymy, że sok jest jedną z naszych pięciu porcji dziennie. Wmawiają nam to prawie od dziecka. Niestety soki kupione w sklepach, nie mają tych samych składników jak te, które sami wyciśniemy w domu. Do tych soków dodawane jest bardzo dużo chemii, no i oczywiście cukru, a czy nie dość jest go z "owoców"? O ile można tak nazwać zawartość tych soków. 






4.  Owoce
Ten podpunkt będzie na pewno najdłuższy, ponieważ na ten temat jest bardzo dużo do powiedzenia, nie tylko od samej siebie, ale też czytając artykuły w internecie. Na przeróżnych stronach, możemy znaleźć informacje typu: owoce są bardzo ważne w naszej diecie, możemy ich jeść niezliczoną ilość. Błąd. Zaraz wam wytłumaczę dlaczego, lećmy po kolei.

Owszem, owoce mają witaminy, ale też bardzo dużo cukru, który przecież całkowicie chcemy wygnać z naszego życia. Wiem, że zabrzmi to bardzo dziwnie i trudno wam będzie w to uwierzyć  - ja też nie wierzyłam w to na początku - ale zjedzenie owoca, to prawie to samo co zjedzenie czegoś słodkiego. Oczywiście tym oto faktem, nie mówię wam że zamiast owoca macie zjeść coś słodkiego, broń Boże! Wstawiam wam poniżej tabelę z zawartością fruktozy (cukru) w niektórych owocach: 



-   Po pierwsze, wiele osób uważa, że owoce są niskokaloryczne. Być może, niektóre, w zależności od tego jaką porcję owoców zjemy. Dwa najbardziej kaloryczne owoce to banan gdzie znajdziemy aż 95kcal na 100g, a wydaje mi się, że nie każdy banan jest taki mały (:D) więc tych kalorii na pewno jest więcej. No i oczywiście winogrona. Nie ważne, czy owoce mają więcej czy mniej kalorii, nadal pełno w nich węglowodanów i cukrów. 

-   Drugi mit, to ten, że można jeść wiele owoców w ciągu dnia. Osoba odchudzająca się, powinna ich unikać ze wzgędu na zawartość fruktozy (cukru). Osoby, które nie dbają o linię, i nie chcą zrzucić kilku zbędnych kilogramów, mogą sobie pozwolić na jeden owoc dziennie, bo nie zaszkodzi im to tak bardzo jak osobom, które się "odchudzają" i mają wyznaczoną ilość kalorii i innych makroskładników.

5.  Slodycze
Na temat słodyczy to wie każdy z nas, ale tylko dla przypomnienia: słodyczy całkowicie musimy się pozbyć z naszej diety. Wiem, że to trudne, bo sama mam z tym wielki problem, ale bez tego nie jesteśmy w stanie żyć zdrowo i chudnąć. Tak właściwie, cały ten proces nie powinien nazywać się dietą czy odchudzaniem lecz zmianą, na zdrowszy tryb życia. Przecież to nie polega na tym, żebyśmy się zdrowo odżywiali przez kilka miesięcy, czy nawet rok, a później zaczęli z powrotem jeść tak jak przed zaczęciem diety. Dlatego jak decydujemy się na zmiany w swoim życiu, to na dobre. Każda z nas kiedyś zaliczyła nie jedną wpadkę podczas "odchudzania". Dopiero po zjedzeniu czegoś niestosownego, zdajemy sobie sprawę że to jest złe i tak się właśnie czujemy z samym sobą. Musimy sobie w końcu uświadomić, że ta jedna czekoladka, ciastko czy baton, oddalają nas bardzo od naszego celu. Pod spodem wrzucam wam zdjęcia słodyczy, i ile mają w sobie cukru:











Dlatego same widzicie, że nawet jeden mały herbatnik, ma w sobie cukier, który mogłybyśmy uniknąć. 

Mam nadzieję że wam pomogłam, i choć trochę was oświeciłam na temat niektórych produktów, może czas się ich pozbyć?

Pamiętajcie, że jesteśmy tutaj aby się wzajemnie wspierać i sobie pomagać, oraz dzielić się ciekawostkami, które mogą nam się przydać!


środa, 27 listopada 2013

Jak wyglądał mój początek, i co się zmieniło

Postanowiłam że dodam dziś jeszcze jeden wpis, mianowicie o początkach mojej przygody z odchudzaniem, i jakie zmiany nastąpiły aż do teraz. 

Tak więc startowałam z wagą bodajże ponad 82kg. Miałam dość swojego wyglądu, niecierpiałam tego zwisającego sadła, i nieprzyjemnych komentarzy, nie tylko od nieznajomych ale też od kilku bliskich mi osób. Nie raz było tak, że ktoś przechodząc obok mnie na ulicy krzyknął do mnie, że jestem gruba, czy coś podobnego. Pewnie niejedna z was się kiedyś z takim komentarzem spotkała. 
Najgorsze było to, że takie komentarze bardzo często słyszałam od rodziców. Przy każdej kłótni, wypominano mi że jestem gruba, za każdym razem kiedy wzięlam coś słodkiego do ręki, mówili mi że się obżeram, i że niedługo się w drzwi nie mieszczę. Brzmi to okropnie, i tak samo się czułam. Moi rodzice jednak mieli racje. Może w taki sposób chcieli mnie zmotywować do wzięcia się za siebie w końcu, nie jestem pewna. Mniejsza z tym. 
Początek dla mnie był trudny - przynajmniej wtedy tak myślałam, bo teraz, gdy patrzę wstecz, byłam silniejsza niż jestem teraz i trwałam w swoich postanowieniach, a moja motywacja sięgała zenitu. Prawie codziennie chodziłam na siłownię, na początku z mamą, później namawiałam koleżanki, ale jak wiecie, w odchudzaniu można liczyć jedynie na osobę, która też chce się za siebie wziąć.
Później zaczęły się jakieś dywanówki. Nie pamiętam dokładnie, ale waga i centymetry leciały jak szalone. W tamtym roku, pojechałam do Polski na wakacje. Zauważyłam że moja sylwetka jest o wiele lepsza, i po prostu zaczęłam sobie pozwalać na więcej, i od tamtego czasu nie mogę się opanować, i stoję w miejscu, a właściwie kilka kilogramów mi przybyło. 
Moja dieta na początku też była zupełnie inna. Nie ma jak tego opisać - mniej niż 1000kcal, co przez większość jest nazywane głodówką. Bardzo mało jedzenia + siłownia, dały efekty. Ale moja skóra nie była w ogóle ujędrniona, wszystko zwisało jak flaki (zresztą nadal nie ma rewelacji). Nie wiedziałam co jeść, dlatego po prostu stawiałam na mniej jedzenia, ale praktycznie w ogóle nie było w moim menu białka, bo myślałam że sałatka owocowa, czy 2 kromki z pieczywą wasa z serkiem philadelphia i pomidorem to było zdrowe odżywianie. Batoniki muesli, dużo owoców, woda. Natomiast obiadów prawie nie jadłam w ogóle, nawet piersi z kurczaka, bo wydawało mi się to bardzo niedietetyczne, gdyż w tamtym czasie uważałam że im mniej, tym lepiej. BŁĄD. Nigdy go nie popełniajcie. Czasem zdarzyło mi się zjeść grillowaną pierś z warzywami, ale to na pewno nie na samym początku. 
  Dobrze że chłopak wybił mi tą głodówkę z głowy po jakimś czasie, i pomógł mi ze zdrowszą dietą, i jakimś cudem uniknęłam tragicznego efektu jojo. 
Teraz, jem jak jem, bardzo trudno mi oprzeć się słodyczom, przede wszystkim ciastkom itp, nie mam silnej woli w ogóle, jest to jednym z powodów dlaczego założyłam tego bloga, nie chcę was zawieść, więc będę musiała być zdrowa, skoro mam wam udzielać pomocy i was wspierać! :) 
Walka codziennie trwa, wiele razy przegrana... No ale co mogę zrobić? Jedynie wziąć się w garść i w końcu opanować. 
Przed wyjazdem do Polski w październiku kupiłam karnet miesięczny na siłownie. Żałuję że nie wykorzystałam go w pełni. Teraz jest kiepsko z pieniędzmi, ojciec przestał płacić na mnie alimenty, a ja często jeżdżę do Polski gdyż mam tam chłopaka, z którym jestem już od ponad dwóch lat. Także siłownia na razie odpada. Dzięki Bogu, sąsiadka dała mi rowerek stacjonarny, ktory niedawno wymieniłam na orbiego z koleżanką mamy! Ćwiczę sobie na orbim, zaczęłam robić Jillian, ale 2 dzień dziś nie zdąrzyłam po prostu. Jutro obiecuję poprawę, i pobudkę o 6 rano, żeby zaliczyć 40 minut orbiego! 

Bierzemy się za siebie porządnie dziewczyny! Mamy jedno ciało na całe życie, to zadbajmy o nie! Dążmy do tego, żeby pokochać swoje ciało!
(3) Tumblr

Ps: jak zaczęła się wasza przygoda z odchudzaniem, a jak wygląda teraz?

Początek

Witam was wszystkich! 
Coprawda, nie jest to moja pierwsza przygota z odchudzaniem i na pewno nie ostatnia. W każdym bądź razie, wiem że blogów na ten temat jest pełno, ale mam nadzieję że będę mogła wam przekazać wszystko co będę chciała, i czego się nauczyłam przez ten długi czas :) 

Większość z was, czytająca tego bloga, pewnie zna mnie z vitalii gdzie istnieję już prawie 2 lata, pod nickiem adusiek96

Założenie bloga, to jakiś krok do przodu, dość duży, bo trzeba wiedzieć co sensownego napisać w postach. Najzwyczajniej postanowiłam, że będzie to strona, dzięki której będziemy mogły się nawzajem wspierać, i dzielić ze sobą ciekawe informacje, przepisy, ciekawostki, przemyślenia, cytaty, motywacyjne zdjęcia, czyli ogólnie wszystko dotyczące odchudzania i zdrowszego życia. 

Poza tym, muszę się w końcu wziąć w garść, zacząć robić coś, żeby być bliżej swojego celu, a ja coraz bardziej się od niego oddalam. Nie potrafię się opanować, przestać jeść niezdrowych czy słodkich rzeczy, nie wiem gdzie uciekło moje zaparcie i motywacja z początków odchudzania. 
Teraz jest o wiele trudniej, bo moja dieta jest dziwaczna. Jest to dieta lowcarb, czyli mało węglowodanów, bo zaledwie 100g dziennie. Nie pamiętam kiedy udało mi się tych 100g nie przekroczyć. Wystarczy że zjem płatki owsiane na śniadanie, i już połowa poszła się paść.
Dowiedziałam się też, że jest wiele produktów, które nie są aż tak zdrowe jak myślałam. Ale to może w drugim poście, nie wszystko na raz. Jutro postaram się sklepać wpis o niektórych mitach, które uważałyśmy za zdrowe zastępstwa niektórych produktów. Będę pisać nie tylko o tych o których wiem, ale też dobrze poszukam na internecie, bo jest pełno stron które obalają te mity! 

Pozdrawiam was serdecznie, do jutra :)