Postanowiłam że dodam dziś jeszcze jeden wpis, mianowicie o początkach mojej przygody z odchudzaniem, i jakie zmiany nastąpiły aż do teraz.
Tak więc startowałam z wagą bodajże ponad 82kg. Miałam dość swojego wyglądu, niecierpiałam tego zwisającego sadła, i nieprzyjemnych komentarzy, nie tylko od nieznajomych ale też od kilku bliskich mi osób. Nie raz było tak, że ktoś przechodząc obok mnie na ulicy krzyknął do mnie, że jestem gruba, czy coś podobnego. Pewnie niejedna z was się kiedyś z takim komentarzem spotkała.
Najgorsze było to, że takie komentarze bardzo często słyszałam od rodziców. Przy każdej kłótni, wypominano mi że jestem gruba, za każdym razem kiedy wzięlam coś słodkiego do ręki, mówili mi że się obżeram, i że niedługo się w drzwi nie mieszczę. Brzmi to okropnie, i tak samo się czułam. Moi rodzice jednak mieli racje. Może w taki sposób chcieli mnie zmotywować do wzięcia się za siebie w końcu, nie jestem pewna. Mniejsza z tym.
Początek dla mnie był trudny - przynajmniej wtedy tak myślałam, bo teraz, gdy patrzę wstecz, byłam silniejsza niż jestem teraz i trwałam w swoich postanowieniach, a moja motywacja sięgała zenitu. Prawie codziennie chodziłam na siłownię, na początku z mamą, później namawiałam koleżanki, ale jak wiecie, w odchudzaniu można liczyć jedynie na osobę, która też chce się za siebie wziąć.
Później zaczęły się jakieś dywanówki. Nie pamiętam dokładnie, ale waga i centymetry leciały jak szalone. W tamtym roku, pojechałam do Polski na wakacje. Zauważyłam że moja sylwetka jest o wiele lepsza, i po prostu zaczęłam sobie pozwalać na więcej, i od tamtego czasu nie mogę się opanować, i stoję w miejscu, a właściwie kilka kilogramów mi przybyło.
Moja dieta na początku też była zupełnie inna. Nie ma jak tego opisać - mniej niż 1000kcal, co przez większość jest nazywane głodówką. Bardzo mało jedzenia + siłownia, dały efekty. Ale moja skóra nie była w ogóle ujędrniona, wszystko zwisało jak flaki (zresztą nadal nie ma rewelacji). Nie wiedziałam co jeść, dlatego po prostu stawiałam na mniej jedzenia, ale praktycznie w ogóle nie było w moim menu białka, bo myślałam że sałatka owocowa, czy 2 kromki z pieczywą wasa z serkiem philadelphia i pomidorem to było zdrowe odżywianie. Batoniki muesli, dużo owoców, woda. Natomiast obiadów prawie nie jadłam w ogóle, nawet piersi z kurczaka, bo wydawało mi się to bardzo niedietetyczne, gdyż w tamtym czasie uważałam że im mniej, tym lepiej. BŁĄD. Nigdy go nie popełniajcie. Czasem zdarzyło mi się zjeść grillowaną pierś z warzywami, ale to na pewno nie na samym początku.
Dobrze że chłopak wybił mi tą głodówkę z głowy po jakimś czasie, i pomógł mi ze zdrowszą dietą, i jakimś cudem uniknęłam tragicznego efektu jojo.
Teraz, jem jak jem, bardzo trudno mi oprzeć się słodyczom, przede wszystkim ciastkom itp, nie mam silnej woli w ogóle, jest to jednym z powodów dlaczego założyłam tego bloga, nie chcę was zawieść, więc będę musiała być zdrowa, skoro mam wam udzielać pomocy i was wspierać! :)
Walka codziennie trwa, wiele razy przegrana... No ale co mogę zrobić? Jedynie wziąć się w garść i w końcu opanować.
Przed wyjazdem do Polski w październiku kupiłam karnet miesięczny na siłownie. Żałuję że nie wykorzystałam go w pełni. Teraz jest kiepsko z pieniędzmi, ojciec przestał płacić na mnie alimenty, a ja często jeżdżę do Polski gdyż mam tam chłopaka, z którym jestem już od ponad dwóch lat. Także siłownia na razie odpada. Dzięki Bogu, sąsiadka dała mi rowerek stacjonarny, ktory niedawno wymieniłam na orbiego z koleżanką mamy! Ćwiczę sobie na orbim, zaczęłam robić Jillian, ale 2 dzień dziś nie zdąrzyłam po prostu. Jutro obiecuję poprawę, i pobudkę o 6 rano, żeby zaliczyć 40 minut orbiego!
Bierzemy się za siebie porządnie dziewczyny! Mamy jedno ciało na całe życie, to zadbajmy o nie! Dążmy do tego, żeby pokochać swoje ciało!
Ps: jak zaczęła się wasza przygoda z odchudzaniem, a jak wygląda teraz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz